+ 48 71 889 80 00

ul. Ołtaszyńska 71a | 53-034 Wrocław

Promieniowanie ultrafioletowe (inaczej nadfioletowe, w skrócie UV) od wielu lat wskazywane jest przez dermatologów jako największy nieprzyjaciel zdrowej i młodo wyglądającej skóry. Poza agresywnym, szkodliwym działaniem wysuszającym, postarzającym i uwrażliwiającym skórę, promieniowanie UV może powodować szereg chorób: od trądziku wiosennego, przez świerzbiączkę letnią, aż po kilka rodzajów nowotworów. Warto chronić się przed promieniami UV – to nie ulega wątpliwości. Jednak zamiast wzbudzania lęku należałoby raczej edukować pacjentów i konsumentów, aby mogli sami podejmować racjonalne decyzje dotyczące swojego wyglądu, zdrowia i wydatków.

UVA i UVB – czym różnią się te rodzaje promieniowania?

Czysto technicznie – promieniowanie UVA i UVB różnią się długością fal, które emitują. Ma to znaczący wpływ na organizmy żywe, w tym oczywiście na ludzi. Promieniowanie UVB jest tym, które zwykle kojarzymy z wakacyjną opalenizną. Stanowi ok. 3-4% wszystkich promieni ultrafioletowych docierających na powierzchnię Ziemi. Jego natężenie zależne jest od pory roku i pory dnia. Najmniejsze jest w zimie, kiedy dzień jest najkrótszy, najmocniejsze latem w godzinach 10.00-15.00. Ten rodzaj promieniowania wpływa na powstawanie opalenizny i poparzeń słonecznych (rumienia), jest także odpowiedzialny za powstawanie zmian nowotworowych. Może prowadzić do niszczenia i mutacji łańcucha DNA. Dociera w większości do naskórka, w niewielkiej ilości do skóry właściwej. Odpowiada za powstawanie opalenizny opóźnionej (w pełni powstałej 2-3 dni po kąpieli słonecznej), która jest trwała. Dzięki promieniowaniu UVB organizm wytwarza witaminę D3Promieniowanie UVA emitowane jest ze stałym natężeniem (niezależnym od pór roku i dnia). Stanowi ok. 96-97% promieniowania UV, które dociera na powierzchnię naszej planety. Przenika głęboko, bo aż do skóry właściwej. Nie zatrzymują go ubrania, parasole, a nawet szyby. Uszkadza włókna kolagenowe, przez co przyspiesza procesy starzenia i degeneracji komórek. Stopniowo, systematycznie uszkadza kod genetyczny. Ma to negatywny wpływ nie tylko na skórę, ale również na gałki oczne (wysoka ekspozycja może prowadzić do wykształcenia się zaćmy). Promienie UVA odpowiadają za pojawienie się tzw. opalenizny natychmiastowej, która jednak utrzymuje się na skórze bardzo krótko (kilka, kilkanaście godzin).

Lepiej zapobiegać niż leczyć, czyli nieoceniona moc nawyków

Pierwszym i najważniejszym nawykiem, który warto sobie wypracować jest codzienne stosowanie preparatów z filtrami UVA i UVB. Nie tylko latem i nie tylko przy okazji wakacyjnej kąpieli słonecznej. Jak już wiemy, promieniowanie UVA szkodzi nam niezmiennie jesienią i zimą, a także gdy przebywamy w pobliżu okien w zamkniętych pomieszczeniach, czy samochodach. Obecnie na rynku dostępnych jest gros preparatów z filtrami. Każdy znajdzie odpowiednią dla siebie konsystencję, pojemność i cenę. Producenci prześcigają się w walce o klienta, dlatego formulacje kremów z filtrami wzbogacane są o dodatkowe benefity – bez trudu można kupić preparaty dedykowane różnym rodzajom cer, przeciwzmarszczkowe, niwelujące przebarwienia, brązujące, ujednolicające koloryt skóry, itd. Jak nie zgubić się w gąszczu ofert?
Na początku należy odrzucić kremy z niskim i średnim SPF (Sun Protective Factor), czyli wskaźnikiem ochrony przeciwsłonecznej. Dużo bardziej opłaca się (w kontekście zdrowia i portfela) kupować preparaty z SPF w zakresie 30-50+++. Następnie warto ograniczyć wybór do kremów z filtrami fizycznymi (nieorganicznymi, mineralnymi) – tworzą na powierzchni skóry warstwę nanocząsteczek (zwykle cynku lub tytanu), która odbija promieniowanie, uniemożliwiając mu wniknięcie w skórę. Są polecane zwłaszcza alergikom i osobom posiadającym wrażliwą skórę, ponieważ ich używanie wiąże się z minimalnym ryzykiem wystąpienia podrażnień. Filtry fizyczne nie są wchłaniane przez skórę, dzięki czemu można sobie pozwolić na dłuższy okres między ponownymi aplikacjami. Produkty na bazie filtrów chemicznych (inaczej: organicznych) działają dopiero po jakimś czasie od nałożenia. Zdecydowanie częściej niż filtry fizyczne wywołują reakcje alergiczne i podrażnienia skóry. Trzeba je również częściej aplikować. Dodatkowo wiele substancji budujących filtry chemiczne ma szkodliwy wpływ na środowisko – w niektórych częściach świata (np. w Australii, na Hawajach i Florydzie) korzystanie z nich jest zabronione ze względu na niszczenie przez nie wodnych ekosystemów.
Warto wybrać oddzielny preparat do twarzy i do ciała. Kremy do ciała są zwykle bardziej treściwe, w ich skład mogą wchodzić ciężkie substancje chroniące ciało przed przesuszeniem i wspomagające wodoodporność, ale mogące zapychać pory i podrażniać bardziej delikatną skórę twarzy (zwłaszcza okolice oczu). Kremy do twarzy powinno się dobrać zgodnie z typem cery (sucha, mieszana, tłusta, dojrzała, itd.). Można również skorzystać z produktów wyrównujących koloryt cery (z delikatnym pigmentem, który zapewnia dodatkową ochronę przed promieniowaniem), czy rozświetlających, które sprawią, że skóra będzie wyglądała na zadbaną i nawilżoną. Producenci zadbali również o delikatną skórę dzieci – preparaty im dedykowane często pozostawiają na skórze kolor, dzięki czemu rodzic ma pewność, że każdy skrawek ciała malucha jest zabezpieczony.
Wśród dobrych nawyków, które pomogą w ochronie przed promieniowaniem ultrafioletowym, jest całoroczne noszenie okularów przeciwsłonecznych z wysokim filtrem UV. Warto zainwestować w okulary naprawdę dobrej jakości. Dzięki temu ochronimy oczy i skórę wokół nich przed niszczącym działaniem promieni słonecznych. Niezwykle ważne jest unikanie noszenia okularów przeciwsłonecznych (zwłaszcza tych z ciemnymi szkłami), które nie mają filtra UV (lub tych z niskim filtrem). Naturalną ochroną tęczówki oka jest źrenica, która zwęża się i rozszerza w zależności od natężenia światła. Zaciemnienie oczu okularami przeciwsłonecznymi powoduje rozszerzanie źrenicy, która powinna być chroniona odpowiednim, wysokim filtrem wbudowanym w szkła. Dodatkową osłonę oczu, a także delikatnej skóry twarzy i głowy zapewnią okrycia głowy. Przy wyborze odpowiedniego pierwszorzędnie należy się kierować zasadą „im większe rondo tym lepiej”. Oczywiście poza korzyścią w postaci ochrony przed słońcem, nakrycie głowy może stanowić świetny dodatek do stylizacji.
Przy dużym nasłonecznieniu (takim jak w Polsce latem w okolicach południa) najlepiej w ogóle nie wychodzić na zewnątrz, a będąc w środku unikać długiego przebywania przy oknach. Na promieniowanie UV powinno się uważać również podczas jazdy samochodem i innymi środkami lokomocji – warto zaciągać zasłonki, korzystać z ekranów odbijających światło i w miarę możliwości przyciemniać szyby.

Jak wspomóc skórę w starciu ze słońcem?

Poza wspomnianymi wcześniej działaniami mającymi na celu ochronę przed szkodliwym działaniem promieniowania UV, do dyspozycji mamy szereg preparatów (głównie kosmetycznych) i zabiegów, które pomagają naprawiać uszkodzenia skóry.
Bezpośrednio po opalaniu (podczas którego promieniowanie ultrafioletowe działa na skórę najbardziej agresywnie) najczęściej można doświadczyć przesuszenia i uczucia ściągnięcia skóry. Najprostszym remedium na te przypadłości jest regularne stosowanie łagodzących kremów po opalaniu lub, jeżeli skóra nie jest w bardzo złym stanie, zwykłych balsamów czy maseł do ciała. Warto wybierać te bardziej treściwe, o bogatszej konsystencji, a najlepiej te bezzapachowe. Maski na twarz stosować można nawet codziennie, pamiętając, żeby dobierać je do typu i stanu cery. W okresie towarzyszącym opalaniu należy bezwzględnie unikać stosowania zewnętrznie olejków eterycznych, które mogą podrażnić, a nawet poparzyć skórę. Co jakiś czas (raz na tydzień lub na dwa tygodnie) wskazane jest zrobić peeling, aby złuszczyć martwy naskórek i zapobiec pojawieniu się zrogowaceń. W razie wystąpienia poparzenia słonecznego trzeba sięgnąć po środki łagodząco-chłodzące, a także zrezygnować z ekspozycji na słońce do momentu ustąpienia poparzenia. Ważne: raz sparzona skóra w przyszłości będzie bardziej podatna na kolejne poparzenia.
W walce z większymi problemami często niezbędne jest wsparcie dermatologa lub kosmetologa. Jednym z najczęstszych skutków ekspozycji na promieniowanie UV jest wystąpienie na skórze nieestetycznych przebarwień. Pozbycie się ich samodzielnie, kosmetykami dostępnymi w drogerii jest praktycznie niemożliwe. W gabinetach kosmetycznych z przebarwieniami walczy się stosując peelingi chemiczne i lasery. Najlepsze efekty często daje połączenie tych dwóch metod. Proces leczenia przebarwień może być długi, wymagający wielu zabiegów i dużej dozy cierpliwości, a im starsze przebarwienie tym cięższe do usunięcia. Opłaca się więc nie czekać z umówieniem wizyty u specjalisty.
Kolejnym problemem, z którym przychodzi się mierzyć fanom słońca, są słabe, a w konsekwencji rozszerzone i popękane naczynka krwionośne. Szczęśliwie istnieje kilka bardzo skutecznych sposobów na profesjonalne zamykanie naczynek. Najbardziej popularnym jest zabieg z wykorzystaniem lasera, ale dostępne są już coraz szerzej zabiegi krioterapii, skleroterapii i elektrokoagulacji.
Powstawanie zmarszczek powodowane jest oczywiście wieloma czynnikami (dieta, pielęgnacja, stan psychiczny, itd.), jednak niewątpliwie promieniowanie UV jest najczęstszym sprawcą pojawiania się niechcianych bruzd. Szczęśliwie na rynku dostępny jest cały wachlarz zabiegów, które zapobiegają powstawaniu zmarszczek, a także je niwelują. Peelingi chemiczne, kwasy, laser frakcyjny, nici liftingujące i wszelkiego rodzaju wypełniacze – wymieniać można bez końca, dlatego najlepszą drogą w walce ze zmarszczkami jest konsultacja u kosmetologa, który zaleci zabiegi adekwatnie do stanu skóry.

Promieniowania UV nie da się całkowicie uniknąć. Nie należy jednak zapominać jak bardzo jest szkodliwe. Wyrobienie podstawowych nawyków, takich jak codzienne używanie kremu z filtrem i noszenie okularów przeciwsłonecznych może znacznie zwiększyć szanse na cieszenie się dobrym zdrowiem (w tym stanem skóry) na długie lata. Mimo tego, że medycyna i kosmetologia wychodzą na przeciw coraz większej puli dolegliwości związanych z promieniowaniem ultrafioletowym, warto pamiętać o złotej maksymie, że „lepiej zapobiegać, niż leczyć”.